|
|
Księga gości |
|
| Odwiedziłeś moją stronę? Spodobała Ci się? A
może masz jakieś krytyczne uwagi? Wpisz się do
KSIĘGI
GOŚCI.
|
|
 |
|
|
|
|
|
Strona główna > Spływy i biwaki > Niewlino 98' i 00' |
|
Niewlino 98' (mapa).
No i marzenia się spełniły. Wylądowaliśmy w pobliżu
Bornego Sulinowa. Niestety, wybrane wcześniej z mapy
miejsca okazały się kiepskie na biwak. No, ale nie ma
tego złego. Zwiedziliśmy Borne: fantastyczna
miejscówka. Osada w środku pola otoczona zasiekami i
pasem niegdyś zaoranej ziemii. Ponieważ Borne to
obecnie jedna z prężniej działających gmin w Polsce.
|
|
Zupełnie przypadkiem dojechaliśmy nad jez. Niewlino.
Okazało się, ze nawet na pole biwakowe. Czekało na
nas porąbane i ułożone w stos drewno na ognisko,
klocki do siadania, toaleta. Luksus. No i praktycznie
bez ludzi. Jezioro było czyste z kamiennym dnem,
małym mostkiem, gdzie łowiliśmy ryby. Niestety bez
rezultatu. Za ciekawostkę z tego wyjazdu należy uznać
ciągłe tokowanie bąków, czyli ptaków wielkości
czapli, ale niższych, o maskującym ubarwieniu i
specyficznym głosie: coś pomiędzy muczeniem krowy, a
dmuchaniem w pustą butelkę. Jednego wieczoru
przeżyliśmy ciekawą przygodę. Siedzieliśmy przy
ognisku, a tu coś zaczyna łazić w namiocie. W świetle
naszych latarek okazało się, że to lis wyciąga nam
torbę z jedzeniem. Ciągnął ją patrząc się na nas i
specjalnie się nie przejmował. Oczywiście do czasu.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Niewlino 2000.
|
|
W tym roku "majowy weekend" był wyjątkowo długi
(1-3/pn.-śr.), więc ze względu na rodziny
przełożyliśmy wyjazd na czerwiec. Co okazało się
posunięciem nie do końca korzystnym. W maju było
zimno i rodziny siedziały w domkach, więc jak w
czerwcu przygrzało, to trudniej było się urwać. No a
już prawie niemożliwe było wyszukanie odludnego
miejsca, nawet w okolicach Bornego Sulinowa, dokąd
się znowu wybraliśmy. Kluczyliśmy po wszystkich
znanych nam i nieznanych zakamarkach, ale nie
mogliśmy się nigdzie zainstalować. Albo miejsce
nieodpowiednie, albo zajęte przez turystów. Tak więc
ostatnią deską ratunku było jez. Niewlino. Co prawda
miejsce w którym byliśmy dwa lata temu z Maćkiem i
Sławkiem było zajęte, ale po przejechaniu kilkuset
metrów wzdłuż jeziora stanęliśmy na ładnej polanie i
tam zostaliśmy na 4 dni.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Na początku pogoda była całkiem niezła. Słoneczko
świeciło, więc od razu ubrałem piankę i dałem
kontrolnego nura bez sprzętu. Woda była dość
przejrzysta. Pływanie na stoku miało swój urok.
Niestety w akwalungu było niezbyt przyjemnie. Stromo
opadające dno od razu za trzcinami schodziło na 5-7 m
i nie było miejsca, aby popływać na "łączkach" z
rybami i pooglądać coś ciekawego w świetle
słonecznym. Dno jest twarde, ale pokryte warstewką
ciemnego osadu i milionami racicznic. W czasie
nocnego nurkowania okazało się, że ryb jest mało.
Trochę płotek i okonków. Widzieliśmy kilka małych
węgorzy. Prawdopodobnie jezioro zostało przełowione
na maks przez dzierżawcę i pozostawione bez zarybień.
Na zdjęciach uwieczniłem załamanie pogody, jakie
wkrótce nastąpiło. Tajfun, który nadszedł, wywołał
metrowe fale, łamał drzewa i namioty: wytrzymał tylko
jeden. Mój miał połamane maszty, inne leżału na
płasko. Urwana gałąĽ spadła na mojego Peugeota.
PóĽniej dowiedzieliśmy się, że apogeum wiatr osiągnął
w Poznaniu, łamiąc wiele drzew i niszcąc linie
energetyczne. Na, ale front był ciepły, więc mieliśmy
sporo zabawy, szczególnie, że faza nas nie
opuszczała.
|
|
|
|
|
|
|
Dla Roberta i Sławka wyjazd był pierwszą okazją, aby
ponurkować w pełnym sprzęcie. W rolę cierpliwego
nauczyciela wcielił się Piotr. Ognisko, gitary, nocne
śmiechy, śpiewy. Miło jest do tego od czasu do czasu
wrócić. Przypomnieć sobie "Małego" w akcji. I jego
wszędobylskie "Kur.....aaaaaa,
Słaaaawwwku, daj się napić herbaty"...
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|