|
Dobrzyca październik 1994r.
(tekst powstał w lutym 07')
Na zdjęciu lipienie z "połączonych", największy 39,5cm. To rezultat pierwszej wyprawy na Dobrzycę
w listopadzie 1993r. Jak zwykle drogi nad tę rzekę okazały się dosyć kręte i wiodły w zasadzie
od Pasłęki przez Gwdę. Trochę bez sensu? Już wyjaśniam o co chodzi :)
Otóż okolice Płytnicy, a przede wszystkim Gwda, to miejsce w którym byłem raz
ok. 1992r. na Wielkanoc. Z Dombkiem jako przewodnikiem i kompanem tej świątecznej
wyprawy. W schronisku wędkarskim w Płytnicy, przerobionym na motel, byliśmy sami.
Nad wodami też. Co z tego, skoro w nocy były tęgie mrozy, a w dzień totalna
"żarówa". Ryby nie brały kompletnie. Ani na Bukówce, ani w Płytnicy, ani w Płocicznej (bo i tam się zapuściliśmy),
ani w Gwdzie. No a Gwda mnie strasznie rozczarowała. Tyle się człowiek naczytał o medalowcach z Gwdy.
A tu jakaś zielona zupa zamiast wody i weź człowieku łów w tym na muchę. Strasznie się do Gwdy zraziłem
i postanowiłem, że prędko tu nie wrócę. W postanowieniu trwałem tylko kilka miesięcy.
Na zawodach Warmiński Pstrąg w czasie wieczornej, ogniskowej wymiany informacji dowiedziałem się
od wędkarza z Legnicy (chyba Zbyszek Masłowski), że na "połączonych" są największe lipienie w Polsce.
San się (s)kończył, więc beznadziejna, pstrągowa wyprawa do Płytnicy musiała pójsć
w zapomnienie.
Kontynuując tradycję świątecznych wypraw, 1 listopada zjawiłem się razem z Dombkiem w Płytnicy.
To był strzał w dziesiątkę! I to nie tylko, jeżeli chodzi o Dobrzycę, która okazała się wspaniałą lipieniową
rzeką, ale przede wszystkim ze względu na Gwdę. Niestety nie zachowały się zdjęcia z naszych
pierwszych, jesiennych łowów na Gwdzie. Może lipieni nie złowiliśmy zbyt dużych (34-38cm), ale jakie
to było łowienie! Po raz pierwszy od wielu lat Gwda się na jesieni oczyściłą i minął zakwit
(podziękowania dla Balcerowicza: padła fabryka sklejki w górze rzeki). No i lipienie
zaczęły wychodzić do suchej. W słoneczne południe staliśmy na środku rzeki i młóciliśmy jętkami
oczkujące kardynały. Dzisiaj oczywiście po takich łowach to już tylko wspomnienie, ale chociaż
raz to my trafiliśmy na coś niepowtarzalnego jako pierwsi.
Oczywiście nie omieszkaliśmy zajrzeć na "połączone". Dlatego pisałem, ze droga
do tej rzeki wiodła przez Pasłekę (tam padło info o kabanach) i przez Gwdę (łowy na suchą). Zachęceni
dobrymi wynikami mieliśmy dosyć chęci, aby zbadać Dobrzycę i Piławę. Połączone (czyli w dół od
połaczenia Piławy z Dobrzycą) to faktycznie była kopalnia medalowych lipieni. Co prawda sami
złowiliśmy tylko jedną 45-tkę, ale zanim przetrzebiono pogłowie dolną nimfą, było tu wspaniale.
Odcinek od drewnianego mostu do mostu kolejowego przemierzyliśmy też w 1994 roku, ale już z gorszymi wynikami.
Wtedy z pomocą przyszedł Rafał Orlikowski z Płytnicy. Podowiedział że w dół od Czapli jest Eldorado.
Faktycznie było :) W jakimś stopniu spowodowane to było wyjątkowo upalnym i sychym latem 94'. Do tej pory ten odcinek
był za głęboki na łowienie na muchę, ale stan wody obniżył się i można było zapolować na ukryte
do tej pory w głębinach kardynały. Wspomnienia są, zdjęcia na szczeście też. Szkoda tylko, ze Rafał nie uprzedził mnie
przed jednym z miejsc, że miał tu na kiju lipienia powyżej 50 cm. No cóż, teraz też mogę powiedzieć że i ja go miałem,
ale tylko przez kilka sekund. Stał w dołku pod gałęziami. Nie byłem przygotowany na zacięcie,
więc na przytrzymanie nimfy zareagowałem tylko lekkim podciągnięciem szczytówki. Kij się wygiął
w pałąk, w wodzie się zakotłowało i tyle go widzieli. Może następnym razem...
|