|
|
Księga gości |
|
| Odwiedziłeś moją stronę? Spodobała Ci się? A
może masz jakieś krytyczne uwagi? Wpisz się do
KSIĘGI
GOŚCI.
|
|
 |
|
|
|
|
|
Strona główna > Podróże > Oman |
|
Oman XI.1999.
Jest to bardzo atrakcyjny kraj dla turystów. Dostępny
dla odwiedzających dopiero od paru lat, zachował
swoją naturalność, szczególnie w części
południo-zachodniej, oddalonej od stolicy, gdzie nie
dotarł jeszcze przepych finasowany krociowymi zyskami
z wydobycia i sprzedaży ropy naftowej. Podstawowe
informacje można wyszukać w serwisie
WWW.EXPLOREOMAN.COM.
Omańska przewodniczka trafnie stwierdziła, że
historia tego kraju dzieli się na dwa okresy: przed i
po odwiercie, czyli do 1969r. i po nim. Zanim nie
znaleziono tutaj ropy, Oman był kamienistą, górzystą
pustynią, po której grupy Arabów przemieszczały się
na wielbłądach. Żadnych zmian przez setki lat.
Oczywiście do czasu. W 1969r. sułtan Qaboos bin Said
odebrał władzę staroświeckiemu ojcu i zaprowadził
nowy ład. Nadal trzyma w garści armię i panuje
niepodzielnie, ale zezwala na wejście zachodniego
kapitału i obyczajów. Szczytem "odwilży" jest
otwarcie pierwszego w Omanie klubu nocnego w hotelu
Muscat Hyatt Regency.
Podróż zaczęliśmy w Muskacie. Zamieszkaliśmy w hotelu
Al Bustan. Hotel jest pod specjalną opieką sułtana,
który jest jego patronem. Niestety rodzi to takie
niedogodności, jak całkowity brak alkoholu,
konieczność noszenia spodni, oraz koniec pracy
restauracji o 10-tej wieczorem. Czyli asceza ma maks.
Na szczęście przewodniczka ostrzegła nas w samolocie
o prohibicji i mieliśmy pewne zapasy. Ponieważ
większość oficjalnych wizyt dyplomatycznych trafiała
do Al Bustan, trafił tu również książę Karol.
Mieszkał na tym piętrze co ja, więc mieliśmy niezłą
zabawę, jak oddziały specjalne eskortowały go do
samochodu, blokując windy i korytarze. Pierwszy dzień
to była wycieczka po Muskacie i okolicach. Zwiedzanie
ochronnych warowni, muzeów, rejs statkami, itp.
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Drugiego dnia większość ekipy pojechała na dwudniowy
wyjazd samochodami terenowymi (Muskat-Wahiba Sands
-Sur-Qalhat Village-Wadi Shab-Muskat). Mnie to
szczęście w połowie ominęło, ponieważ pojechałem z
mniejszą grupą na nurkowanie (opis znajdziesz tutaj).
Pod koniec dnia dołączyliśmy ponownie do reszty
podróżników, zajmując miejsce w jednym z namiotów.
Wieczorem miały miejsce pokazy tańca ludowego w
wykonaniu miejscowych, oraz inne ekscesy, w wykonaniu
przyjezdnych. Następny dzień był bardzo wyczerpujący.
Od samego rana safari w samochodach przez totalne
bezdroża, wadi i skalistą pustynię. Po drodze
zwiedziliśmy Sur, Qalhat i Wadi Shab. Qualhat jest
jedną z najstarszych osad w Omanie. Na miejscu mozna
pooglądać resztki zabudowań. Wadi Shab to raj na
ziemi. W otoczeniu skalistych gór nagle pojawia się
woda, zielona roslinność. Po prostu niesamowita oaza
w formie kanionu (wadi, to doliny rzek okresowych,
tym razem spływających z gór.).
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Po wycieczce coś miłego dla ducha i ciała: Hotel
Hyatt Regency. Nasze wejście prosto z pustyni w
szortach, z brudem na twarzach, wzbudziło
zaciekawienie. Większość gości była w strojach
wieczorowych. Gustowne ubrania, przed wejściem
limuzyny i sportowe "fury" Arabów (tak, to jest
widok: Arab w turbanie, boso i w Ferrari). A tu nasza
zgraja. Snobistyczne obdartusy (tak można było chyba
pomyśleć, skoro najdroższa doba w Hyatt kosztuje ok.
30kUSD). Hotel był SUPER. Hole, baseny,
podświetlenia, apartamenty, kuchnia. Luksusowe. No i
w końcu trochę europejskiego luzu. Następnego dnia,
jak to na zakończenie wycieczek bywa, zakupy. Trochę
połaziliśmy po targowisku w Muskacie. Mają sporo
ręcznych wyrobów ze srebra (prezenty się sprawdziły),
ubrań typy dish-dasha (czyli toga, w której chodzą
wszyscy miejscowi faceci), no a przede wszystkim
różnego rodzaju kadzidła, z których Oman słynie.
Warto kupić srebrny tygielek, węgiel drzewny z siarką
i żywicę, aby w letni wieczór narobić trochę
pustynnego zapachu na imprezie ze znajomymi.
Omańczycy są w miarę spokojną nacją w stosunku do
turystów. No ale lepiej nie wchodzić im w paradę.
Mają swoje zasady, szczególnie jeżeli chodzi o
kobiety. Chodzą pozasłaniane i ciężko zrobić
jakiekolwiek zdjęcie. A w "terenie" to ludziska
uciekają od aparatu, bo "kradnie duszę". No ale ma to
też swój urok.
|
|
|
|
|
|
|
|