strona główna
Księga gości
Odwiedziłeś moją stronę? Spodobała Ci się? A może masz jakieś krytyczne uwagi? Wpisz się do KSIĘGI GOŚCI.
Google


Szukaj w sieci
Szukaj w tej witrynie
Kliknij, aby zobaczyć prognozę dla Warszawy.
Strona główna > Podró?e > Chiny

Opis wyjazdu do Pekinu 112010.

(tekst powstał w listopadzie 10')

Parę ładnych lat temu byłem w Hong Kongu i w Chinach (Shenzhen). Już wtedy było widać niesamowite tempo rozwoju chińskich aglomeracji. To co teraz reprezentuje Pekin, to już klasa światowa. Przynajmniej jeżeli chodzi o infrastrukturę komunikacyjną. Autostrady 5-cio pasmowe w samym centrum, to norma. Można się mocno zdziwić, gdzie te tabuny rowerów, widziane przed laty: ludzie się bogacą i przesiadają do samochodów, których Polacy mogliby pozazdrościć. Widać, że stolica została wysiłkiem całego narodu przygotowana do Olimpiady. Największe firmy budują wysokie biurowce, wszędzie przedstawicielstwa zachodnich koncernów i nowoczesne sklepy z najbardziej znanymi markami.

Po kilkunastogodzinnej podróży lądujemy na świeżo oddanym Terminalu 3. Kosmos. Pierwsza budowla o powierzchni miliona metrów kwadratowych (dokładnie to 1,3M). Po krótkiej odprawie (jest ranek) z marszu bierzemy się za zwiedzanie i jedziemy na Plac Tiananmen. To najlepszy sposób, aby jak najszybciej przestawić się na nowy czas. Chyba bardziej wolę latać na wschód, niż na zachód. Jakoś szybciej się przyzwyczajam, mimo krótkiej nocy w samolocie. Tiananmen dla Chińczyków to powód do dumy: największy plac tego rodzaju na świecie. Dla osoby z bloku wschodniego to "kaszana" na wzór Placu Defilad pod Pałacem Kultury. No i jeszcze ta świadomość poległych demonstrantów. Przynajmniej człowiek nie zapomni, że Chiny to nadal reżim komunistyczny. Pokręliliśmy się wzdłuż i wszerz, parę zdjęć i spadamy. Nic tu po nas. Zaliczyć trzeba, ale oglądanie kolejek do mauzoleum Mao to nie dla mnie.

Po południu zwiedzamy Pałac Letni nad jeziorem Kunming. Niesamowicie dopisuje nam pogoda: ciepło, niemal lato. Fotografuję przepiękny zachód słońca i Marmurowy Statek. Warto to zobaczyć. Łodką (ale nie marmurową...) płyniemy po jeziorze do wyspy i wracamy mostem. Idealna pogoda przyciągnęła paru mistrzów od puszczania latawców. Jeden gość zakasował wszystkich zdobiąc swój model serią diodowych lampek i wypuszczajac latawiec na co najmniej kilometr. Dzień kończymy ucztą w restauracji Quanjude zjadajac podobno najlepszą w mieście kaczkę po pekińsku. Tak jak do tej pory nie byłem fanem tej potrawy, to muszę uznać kunszt tego kucharza: kaczka była naprawdę wyborna.

Drugi dzień to lekki maraton. Zaczynamy od Świątyni Nieba, założonej w 1420r. Polecam uwadze Tron Nieba, czyli punkt uważany za środek Cesarstwa i całej Ziemi, oraz Mur Echa. Po południu punkt kulminacyjny pekińskiego zwiedzania, Zakazane Miasto, założone przez cesarza Yongle po powrocie dworu do Pekinu w 1403r. Gigantyczny pałacowy kompleks otoczony fosą i murem liczy sobie 9999 pokoi i zajmuje 72ha. Jak na Chińczyków przystało, budowa zajęła zaledwie 14 lat. Budynków jest sporo i można się nawet zgubić, ale jednego brakuje: zabytkowych dzieł sztuki mniejszego kalibru. Generalnie wyposażenia. Wywieźli je na Tajwan uciekinierzy, widząc co komuniści robią z dorobkiem kulturalnym pokoleń...

Kolejny dzień zapisał się w annałach naszym niebywałym dokonaniem: zostaliśmy bohaterami! Otóż każdy, kto wejdzie na Wielki Mur zyskuje takie miano. Potwierdzone dyplomem od samego naczelnika tego zabytku :-) Na pewno wystarczy zobaczyć kilkaset metrów tej budowli, żeby ocenić, jakie to było MEGA przedsięwzięcie! Mur, jak mur. Ale powstał w górzystym terenie, gdzie momentami urwiska są prawie pionowe. Niesamowite. Ile ludzi się przy tym zamęczyło na śmierć. Ale tak to już jest: potęga państwa z krwi poddanych powstaje, a Chińczycy na punkcie wielkości mają fioła. A może kompleks. Po południu zaliczamy grobowce Mingów i Aleję Duchów. Aleja jest dosyć oryginalna i zorganizowana w formie parku z dużą liczbą posągów. W jesiennym popołudniowym świetle prezentowała się świetnie. Fajne miejsce. Na koniec dnia nasze umęczone ciała masujemy w salonie masażu. W zdrowym ciele zdrowy duch!

Ze starszych zabytków odwiedzamy jeszcze Świątynię Lamy i jeździmy rikszami po Hutongach, czyli starej, parterowej zabudowie. Trudno mi ocenić, czy córka właścicieli jednej z posesji mówiła prawdę, ale zapytana o cenę małego kompleksu domostw, powiedziała że to 30 milionów dolarów. Jakaś astronomiczna wartość, ale z drugiej strony gdyby postawić na tym biurowiec, to moze faktycznie by się zwróciło.

Na koniec krótka wizyta w centrum olimpijskim. Oglądamy stadion i Water Cube. Chińczycy przyłożyli się do roboty i olimiada im się świetnie udała. W centrum Pekinu "trawa została pomalowana na zielono", a infrastruktura do przeprowadzenia imprezy nieźle przygotowana. Nie ulega wątpliwości, że nawet jak na imprezie nie zarobili, to przynajmniej mieli pretekst do szybkiej realizacji inwestycji.

Tak jak hutongi są reliktem, tak samo oficjalna sprzedaż podróbek jest powoli likwidowana. Jeżeli kogoś interesuje tego typu asortyment, to może się wybrać do Silk Market. Specjalnie piszę "do", a nie "na", ponieważ nie jest to jakiś targ, tylko dom handlowy. Coś w rodzaju naszych starych Domów Centrum, tyle że zapełniony towarem po sufit. Osobom wrażliwym na punkcie swojej cielesności i intrawertykom stanowczo Market odradzam. Idzie się wśród jazgoczących sprzedawców i co rusz ktoś Cię ciągnie do siebie, albo prawie siłą wpycha na stoisko. Łeb pęka...Ale dla amatorów bazarowych klimatów po prostu raj. Można nakupić zegarków na kilogramy. Iphone'y po parę dolarów, podróbki okularów, biżuteria, ubrania. Fajnie. Pierwsze zegarki psuły się już w godzinę od zakupu...Ale potargować można do bólu.

Valid XHTML 1.0!

Copyright © 1999-2016 Adam Pawtel (abyss@pawtel.pl)

Poprawny CSS!

statystyka