strona główna
Księga gości
Odwiedziłeś moją stronę? Spodobała Ci się? A może masz jakieś krytyczne uwagi? Wpisz się do KSIĘGI GOŚCI.
Google


Szukaj w sieci
Szukaj w tej witrynie
Kliknij, aby zobaczyć prognozę dla Warszawy.
Strona główna > Podró?e > Tajwan

Opis wyjazdu na Tajwan.

(tekst powstał w lipcu 11')

Tajwan przywitał nas słońcem i mgłami. Samolot leciał pewnien czas wzdłuż wybrzeża, więc miałem pierwszą okazję do przyjrzenia się wyspie. Przed wyjazdem nie studiowałem żadnych przewodników, więc trudno powiedzieć, czy coś mogło mnie jakoś rozczarować, lub zadziwić. Chyba tylko tropikalna, bardzo wilgotna pogoda i górzystość terenu. Kolejne wrażenia to kontakt z nowoczesnością. Lotnisko, autostrady i podróż do Taichung poszły błyskawicznie.

Zatrzymaliśmy się na jedną noc w Hotel One (podobno pięciogwiazdkowym). Widok z restauracji na górze był imponujący, ale samo jedzenie i obsługa raczej wg. standardów lokalnych. Taichung to jakieś tam średnie tajwańskie miasteczko, ale jak to w Azji, z populacją ponad 2,5M. Muszę przyznać, że czas w Taichung spędziliśmy bardzo przyjemnie. Zwiedziliśmy położone niedaleko od hotelu muzeum sztuki, a wieczorem natknęliśmy się na bardzo fajną imprezę w jednym z okolicznych pubów. Lokal oferował jakąś trudną do znalezienia w Europie kombinację stylów. Generalnie atrakcją był występ świetnej kapeli rockowej. Ale potem były też występy tancerek i jakieś obrzędy chyba związane z czyimś wieczorem kawalerskim. Nie wiem co lokalesom przyszło do głowy, ale najbardziej szpanerski napój, to był koszyczek z drinkami w probówkach.

Następne dwa dni spędzamy nad wspaniałym Sun Moon Lake w hotelu Fleur de Chine. Jezioro i jego turkusową barwę można podziwiać na wiele sposobów, ale ten oferowany przez hotel jest też warty opisu. Otóż część pokoi od strony jeziora ma łazienkę z małym basenem z geotermalną wodą o właściwościach leczniczych. Ściany są tak przeszklone, że biorąć kąpiel można podziwiać widoki i Sun Moon. Muszę przyznać, że patent robi wrażenie. Nie mówiąć o samym wypoczynku na pokojowym tarasie z którego widac całą okolicę. Pogoda trochę przeszkadzała, ale jak się ma więcej szczęścia, to można rowerem wybrać się na rajd wokół jeziora. Albo wykupić rejs statkiem. Turystycznie wszystko jest dobrze zorganizowane.

Trzeciego dnia zwiedzamy Chung Tai Shan, czyli świątynię buddyjską. Nie byle jaką, trzeba przyznać! Otwarto ją w 2001 r. Jest jedną z największych tego rodzaju na świecie (wysokość 136 m). Mnisi muszą mocno dorabiać oprowadzając wycieczki i sprzedając pamiątki, żeby tego molocha jakoś utrzymać. Być może dla wierzących to jest fajna sprawa, ale zwiedzanie takiej nowoczesnej świątyni dla turysty z Polski nie jest zbyt porywającym przeżyciem.

Tajwan jest bardzo górzystą wyspą. Nic odkrywczego: można wejść na dowolną mape, nie wspominając Google'a i to obejrzeć. Ale jak się jest na miejscu, to dopiero widać na ile to zmienia całą infrastrukturę. I nie chodzi tu o góry jako takie, ale góry w połączeniu z opadami deszczu. Tajwan jest w strefie występowania tajfunów, więc jak w górach spadnie deszcz (do 1000 mm na dobę...), to na niżej położonych terenach po prostu przechodzi potężna fala powodziowa. Do tego Tajwan jest w strefie trzesień ziemi. To wszystko powoduje, że autostrady są generalnie zbudowane na palach i co chwila przecinają koryta okresowych rzek wielkości Wisły. My się męczymy z byle autostradą, żeby w ogóle ktoś ją zdołał zbudować, a tam to już wszystko stoi. I to w jakiej technologii i za takim marginesem bezpieczeństwa! To na mnie robiło na Tajwanie największe wrażenie. Azja coraz bardziej się rozwija. To nie tylko statystyki, ale to widać gołym okiem.

Każdemu, kto bedzie w Tajpei, polecam wizytę w wieżowcu 101, czyli budynku w którym jest 101 pięter. Do niedawna był to najwyższy budynek na świecie. Do dzisiaj jest najwyższy, jeżeli chodzi o konstrukcje w strefie występowania huraganowych wiatrów i trzęsień ziemi. Wg. konstruktorów budynek wytrzyma wiatr wiejący z prędkościa 200 km/h i trzęsienie o sile 7 stopni. Za niewielką opłatą można wjechać na górę najszybszą windą na świecie (60 km/h) i obejrzeć panoramę miasta. Widok jest niesamowity, co widać na zdjęciach w galerii. Oprócz tego zwiedzający mają możliwość oglądania systemu ograniczającego przechyły: stalowej kuli i siłowników. Kula waży 660 ton...Warto poczytać więcej o tej konstrukcji, bo jest to naprawde interesująca lektura.

Tajwan to nie tylko nowoczesność i technologie. To także polityka i historia. Być może to nawet ważniejszy aspekt wyprawy w ten rejon. W końcy Tajwan nie jest uznawany za odrębne państwo, ale za kawałek Chin. Tajwańczycy mają bardzo wysokie poczucie odrębności i patriotyzmu. Chętnie odbywają służbę wojskową i są dumni z namiastki niepodległości. Chińczycy co kilka tygodni strzelają do nich z rakiet (które spadają do morza), ale nikt się tym na Tajwanie nie przejmuje. To, jak bardzo są dumni ze swich osiągnięć i odrębności, manifestują również przez mauzoleum Chang Kaj-szek'a. Warto je obejrzeć, nawet jeżeli cześć dla niektórych eksponatów jest trochę dziwna. Muzeum otacza fajny park, filharmonia i jest tam łatwo dotrzeć metrem (polecam przejażdżkę).

Wycieczka była fajna i fajnie się skończyła. Wróciłem o czasie, a kilka tajfunów, które się zbliżały, nie zdążyły nas zaskoczyć. Spadły na wyspę za kilka dni...Uff.

Valid XHTML 1.0!

Copyright © 1999-2016 Adam Pawtel (abyss@pawtel.pl)

Poprawny CSS!

statystyka